Kolejna odsłona cyklu „Norwid w teatrze”

 

Adam Mickiewicz- Dziady cz.3

Dzień po premierze – 11 kwietnia w sobotę autokarem pojechałem na Dziady cz. III w reżyserii Michała Zadary. Michała Zadarę znam i lubię – jego sposób czytania klasyki jest zawsze porywający, nowatorski, ciekawy i nie prowokujący na siłę…

Scena pierwsza więzienna:
tłumek mężczyzn w przedziwnych perukach chodzi od drzwi do drzwi. Chodzi. Chodzi. Sobolewski (słynne opowiadanie – treść premesjanistyczna) – Zadary mówi groteskowo i za bardzo jakoś. Sztucznie. Przy tym drepcze jak debiutant na konkursie recytatorskim w Gryficach. Na pewno celowo…. Drepce…. Celowo…. Drepce…. No nie wiem po co.

Scena druga Wielka Wiadomo Co:
Bartosz Porczyk w Konradzie. Siedzę w siódmym rzędzie w samym środku FunClubu Porczyka. Dziewczyny piszczą przy każdym słowie mówionym przez aktora (słabe warunki głosowe mimo wszystko!), ta co koło mnie siedzi z lewej przy każdym zdaniu Porczyka coraz bardziej rozchyla kolana… Patrzę jednak na scenę. Porczyk tyłem. Tyłek. Kręci. No powiem Wam, że gdybym nie kochał tak bardzo pięknych dziewczyn – to bym się zapisał do funclubu i bym piszczała i rozchylała na widok tej klaty malowniczo wystawianej i z tymi kropelkami potu już pod koniec. Kiedyś krytyk o innym aktorze (litujemy się i nie podajemy) napisał: „szarżuje jak szmirus”. Tu aż tak nie jest, ale Bartosz Porczyk znów gra na 346 %. A ja wolałbym na 100, a nawet na 90. W tej jego kaskadzie aktorstwa gubi się gdzieś (świetny!!) pomysł na tekst Improwizacji. Panienka dyszy – chyba jest już po…

Scena trzecia Egzorcyzmy wiadomo kogo.
I, proszę państwa, na scenę wkracza prawdziwy aktor! Kiljan! Ksiądz Piotr Mariusza Kiljana – to człowiek, nie żaden mistyk jak dotychczas. Zwykły człowiek. A to, co robi w scenie piątej – widzenia – to już jest lewel master aktorstwa i rozumienia bez cienia nawet celebryctwa z siłowni Porczyka. Kiljan rozmawia z krzyżykiem. Jak człowiek prawdziwy!
UWAGA! Ta scena nie nadaje się dla dewotów – donosicieli spod znaku katechetek szkolnych – mówi o prawdziwej wierze, prawdziwie! Kiljan!

Facebook nie wytrzyma opisu każdej sceny. Dość powiedzieć, że spektakl trwa 5 godzin. Kiedy w scenie IX – ostatniej (Noc Dziadów) Guślasz mówi, że wybiła północ – wybija północ.
Jeszcze jedna kreacja zasługuje na wzmiankę. Senator Wiesława Cichego! Bardziej imprezowicz niż skurwysyn. Bardziej obrzydliwy niż odrażający. Cichy jest wirtuozem.

Grają tam jeszcze na przykład Jakub Giel i Marcin Pempuś – obaj przed laty związani z Teatrem w Jeleniej. Tam jakoś się sprawdzają i są potrzebni…
Spektakl jest za duży żeby zamknąć go w krótkiej recencji na FB. Ufałem Zadarze bezgranicznie (widziałem wszystko). Dziady II i IV to był majstersztyk. W tej samej obsadzie.
Dziady III ….ja nie wiem po co są zrobione. Przecież nikt nie odważy się forsować filozofii Mickiewicza – wiemy jak szkodliwej (Polska = Chrystus) – no chyba, że Macierewicz zostanie reżyserem. Wystawiać pięciogodzinny spektakl po to tylko, żeby pierwszy raz nawet z didaskaliami? Ten pomysł jakoś do mnie nie przemawia – równie dobrze Teatr Jeleniogórski mógłby wystawić jednocześnie albo jeden po drugim wszystkie spektakle z afisza przez dwa dni non stop. Mógłby. Tylko po co?
Jechałem z powrotem tym nieszczęsnym autobusem. Koło mnie siedział gaduła. Gadał całe dwie godziny. Ale ani razu nie powiedział nic o sztuce Zadary….
No właśnie… Czy jechać na III część Dziadów do Wrocławia?
Nie.
(No chyba, że ktoś jest z FunClubu).

Autor Ryszard Grzywacz