Norwid na “Wołyniu”

Dla jednych to nie film – to blizna, dla innych to rozdrapywanie ran. Pewne jest, że po obejrzeniu go „człowiek to już nie brzmi dumnie”…..

 

14 października Norwid był na filmie „Wołyń”

 

Film Wojciecha Smarzowskiego rozpoczyna scena ślubu polsko-ukraińskiej pary: Heleny Głowackiej i Wasyla Huka. Obrządki związane z oddaniem panny młodej panu młodemu, wesele i ślub można by opisać słowem “sielanka”.

Okazuje się jednak, że to wszystko pozory. Prawie od początku filmu daje się odczuć napięcie, jakie istnieje między Polakami a Ukraińcami. Rosnąca niechęć i nienawiść ukraińskich gości do gardzących nimi i “rządzących się na nie swojej ziemi” Polaków podsycane są  przez banderowskiego rekruta, który przypadkiem trafił na biesiadę. Odskocznią i kontrastem wobec tej wrogości jest miłość głównej bohaterki filmu Zosi (siostry panny młodej) i Petra (bliskiego przyjaciela pana młodego). Niestety przysięga wierności młodych kochanków zostaje zniesiona przez ojca Zosi, który za parę zwierząt i kilka morgów pola oddaje ją owdowiałemu sołtysowi Maciejowi.

 

Wkrótce wybucha wojna, w której o wolną Polskę walczą razem i Polacy i Ukraińcy. Po przegranej kampanii wrześniowej Polska znika z mapy Europy. W tym momencie wyłania się z cienia mroczny ukraiński nacjonalizm. Przegrana Rzeczypospolitej, to jakby sygnał dla Ukraińców, by wykorzystać sytuację, wziąć sprawę w swoje ręce. Na początku organizują się banderowcy, którzy stawiają swoim pobratymcom ultimatum: “albo walczysz o wolną Ukrainę, albo jesteś jej wrogiem, a wrogów Ukrainy czeka śmierć”.

 

Przez Ukrainę przewija się komunizm i nazizm. Po okolicy krążą plotki o palonych wsiach i rzeziach ich mieszkańców dokonywanych przez zwolenników Stepana Bandery. Ludzie nie chcieliby wierzyć w te wszystkie opowieści, bo i jak wierzyć w to, że sąsiad zza miedzy morduje sąsiada…. Przed naszymi oczami stają obrazy ludzkiego bestialstwa, wyżyn ludzkiego okrucieństwa… I przyznaję, że wciąż ciężko jest pisać i myśleć o tym, co przedstawia druga połowa filmu.

 

 

Tę kwestię można próbować zrozumieć przez pryzmat historii Odkąd tylko na terenach Ukrainy zrodziło się jakieś poczucie narodowości, było ono tępione czy to przez polskich królów, czy szlachtę. Pierwszym aktem sprzeciwu  Ukraińców było powstanie Chmielnickiego. Wydarzenia opisane w “Ogniem i mieczem” Sienkiewicza bardzo dobrze opisują relacje polsko-ukraińskie, które to powstanie jedynie ugruntowało. Bardzo ważną rolę odegrały także dwa wyznania chrześcijańskie: katolickie i prawosławne. W filmie doskonale zostało ukazane, jaki wpływ na ludność obu narodów miały ich kościoły. Kiedy w roku 1938 miało miejsce masowe burzenie cerkwi na terenach Chełmszczyzny i Podlasia nazwane “akcją polonizacyjno-rewindykacyjną”, Ukraińcy znów poczuli się zagrożeni. Znów poczuli, że Polacy chcą im odebrać część ich kultury, część ich narodowości. Te wydarzenia także zostały wspomniane w filmie.

 

Biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo złożoną i skomplikowaną sprawą jest kwestia polsko-ukraińska, chciałbym pogratulować Wojciechowi Smarzowskiemu, któremu udało się wyważyć i ukazać pośrednio lub bezpośrednio wszystkie te czynniki i prawdy historyczne, które miały istotny wpływ na naszą wspólną historię.

 

Szczerze przyznaję, że wstrząs emocjonalny, jakiego doznałem po obejrzeniu “Wołynia” znacznie utrudnił mi chłodną ocenę samej produkcji. W odbiorze filmu przeszkadzała mi epizodyczność niektórych wątków, które mimo tego, że były istotne, przerywały wątek główny. W klimat miejsc i wydarzeń, w których rozgrywa się akcja filmu świetnie wprowadza nas ścieżka dźwiękowa lub jej zupełny brak – cisza i pustka, która wypełnia przestrzeń dzień po rzezi. Warto wyróżnić także grę aktorską Michaliny Łabacz – odtwórczynię postaci Zosi Głowackiej. Naturalność postaci, którą docenili w jej grze krytycy filmowi, mogła wynikać z faktu, iż aktorka pochodzi ze wschodnich terenów Polski.

 

Początek filmu poprzedzają słowa: “Kresowiaków zabito dwa razy, raz siekierami, a raz przez niepamięć”. Był to jeden z powodów, dla których powstał ten film. Smarzowski postawił “pomnik ze spiżu” ofiarom banderowców – zarówno polskim jak i ukraińskim, o których w komunistycznej Polsce zapomniano, lub po prostu się nie mówiło. Bez wątpienia “Wołyń” wywołuje w widzu skrajne emocje, porusza i wstrząsa, dlatego aby wyciągnąć z tego filmu prawidłowe przemyślenia trzeba ochłonąć i pogodzić się z tym, co się zobaczyło i co rzeczywiście miało miejsce. W przeciwnym razie pierwsze refleksje wyciągnięte z seansu będą zupełnie odwrotne do przekazu, jaki zamierzał nam przesłać twórca tego filmu. Film “Wołyń” ukazuje mechanizmy, które sterują ludźmi od zawsze. Przeciętnemu widzowi, który nie zna ani realiów, ani historii tamtych czasów, ciężko będzie się oprzeć przed generalizowaniem społeczeństwa ukraińskiego. Nie taki był zamiar twórców.

 

Przed seansem miałem obawy, że historia Wołynia zostanie ukazana, jak film sprzed półtora miesiąca, który przedstawił wydarzenia historyczne bardzo jednostronnie i tendencyjnie… Na szczęście tak się nie stało. Mam nadzieję, że dzieło Wojciecha Smarzowskiego będzie trwałym mostem, który połączy oba narody w drodze do przebaczenia, a nie tylko kolejną konstrukcją z zapałek, po której zostają suche i zwęglone drzazgi.

 

 

Kirył  Pietruczuk klasa 3C