Norwid w kinie- Kółko filmowe

Nasze liceum 21.01.2016r. umożliwiło uczniom tym razem obejrzenie filmu „Moje córki krowy” w reżyserii Kingi Dębskiej. Seans miał miejsce w jeleniogórskim kinie „Helios”.

Zdawałoby się, że po „Chemii”, czy „Żyć nie umierać” nasi rodowici reżyserzy zaoferują nam kolejny film o (po prostu) chorobie. Jednak rok 2016 dzięki tej premierze jest dobrą wróżbą dla polskiego kina. Marta- w tej roli Agata Kulesza- jest znaną aktorką, serialową gwiazdą, można powiedzieć, że odniosła sukces, ale pomimo tego nadal nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę, w którą wcieliła się Maria Dębska. Przeciwieństwem Marty jest jej młodsza siostra Katarzyna, grana przez Gabrielę Muskałę, niezmiernie egzaltowana nauczycielka, skłonna do histerii, której mąż (Marcin Dorociński) jest życiowym nieudacznikiem, w dodatku bezrobotnym. W obliczu choroby matki, która trafia do szpitala, ujawniają się temperamenty i skrajnie różne charaktery kobiet. Konfliktowi nie jest w stanie zaradzić rubaszny, a zarazem czuły ojciec-despota (Marian Dziędziel), którego zresztą również czeka szpitalne łóżko. Siostry mimowolnie odzyskują utracony kontakt, próbują się zrozumieć, co wywołuje wiele tragikomicznych scen. Wydaje się, że fabuła filmu jest banalna, oczywista, a zakończenie dość przewidywalne. Nic bardziej mylnego! Scenariusz jest zbalansowany i przemyślany do granic możliwości, precyzyjny podobnie jak muzyka i zdjęcia. Reżyserka jest w stanie doskonale zestawić wysokie z niskim, a tragedię z komedią. Historia ta jest pełna sarkazmu, ironii, lecz nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek pretensjonalnością. Ogromnym plusem filmu(oprócz dialogów) są aktorzy, którzy idealnie odnaleźli się w swoich rolach. Tutaj warto zwrócić uwagę na to, że był to dopiero drugi film fabularny Gabrieli Muskały!

Śmiało mogę powiedzieć, że „Moje córki krowy” to porządna tragikomedia, opowiadająca głównie o tym, że dorosłość jesteśmy w stanie osiągnąć dopiero po śmierci rodziców. Tak przewrotnego, inteligentnego i wzruszającego filmu tego gatunku jeszcze nie widziałam. Brak w nim sentymentalizmu, moralnego szantażu. Myślę, że po 80 minutach seansu wynosimy z niego tyle ile powinniśmy, i tego co powinniśmy. Reżyserka naprawdę się postarała, aby w takim czasie tak mądrze wpleść w film wiele dobrych emocji, wartości czy przykładów. Jeśli od tej pory polskie komedie mają się tak prezentować- zapewniam, obejrzę każdą!

                                                                                                                                           Sara Górska