O Jasełkach raz jeszcze

Jasełka w NORWIDZIE
W temacie JASEŁEK każdy wypowiedzieć się może, a i ja wyzwania się tego podejmę, gdyż owo wydarzenie w Norwidzie wielce odbiega od konwencji. Znany nam dobrze jest obraz świętej rodziny w stajence, lecz pewien szalony belfer namalować go postanowił inaczej. Znakomitych aktorów zebrał i fantastyczną historię kreślić począł. Trzeba Wam wiedzieć, że w głowie naszego belfra lew wyobraźni się kryje, a mnie często przypada rola poskromiciela.
Nasze dzieło jest autotematyczne. Opowiada o dziewczynce, która śni historię dziewczynki z zapałkami. Zapalając zapałki, projektuje swoje senne marzenia, jednak wszystkie są dla niej nieosiągalne… Zapewne domyślacie się zakończenia. Błąd! Bohaterka się budzi i zmienia je w świecie realnym.
Abyście w pełni doświadczyć mogli naszych nietypowych JASEŁEK, opowiem Wam jak wygląda proces tworzenia z perspektywy aktora, czyli mnie. Wróćmy do poskromienia lwa. Zadanie to niełatwe. Lew broni swych pomysłów zaciekle – „Latający stół na żyłkach musi być”. Pomysły takie jak ten najczęściej wynikają z przypadku. Czasami trudno jest coś wymyślić, bo próby odbywają się po lekcjach, kiedy wszyscy jesteśmy już zmęczeni.
Zastanawiało Was kiedyś, jak aktorzy zachowują powagę, grając zabawne sceny? To proste, próbujemy spektakl tak wiele razy, że najzwyczajniej przestaje nas śmieszyć. To tak jakby opowiadać cały czas ten sam dowcip.
Głównym celem tego przedstawienia jest zmuszenie ludzi do przemyśleń, do zastanowienia się nad swoim postępowaniem. Moim zdaniem, właśnie tak powinny wyglądać JASEŁKA.
Grażyna Pietruszka II b