“Ostatnia rodzina” według Norwida

“Tutaj leży rodzina Beksińskich… Pocałujcie ich wszystkich w dupę”  czyli słów kilka o rodzinie zwyczajnej, ale i niezwykłej zarazem.

Zapewne większość z Was zna, lub chociażby kojarzy, paranoiczne wizje zapisane na płótnach Zdzisława Beksińskiego. Zapewne wielu z Was niejednokrotnie zastanawiało się jak szalony musi być człowiek tworzący coś takiego. Czy jest to schizofreniczny ekscentryk? Czy może pogrążony w delirium malarz-alkoholik? Też tak myślałem. Do dziś. Dzisiaj ujrzałem prawdziwe oblicze postaci skrytej za mrocznymi dziełami. Zobaczyłem oblicze osoby ciepłej, na swój sposób postępowej, utrzymującej normalne relacje z ludźmi i wiodącej, pozornie, normalne życie rodzinne. No właśnie, pozornie normalne. “Ostatnia Rodzina” to filmowa biografia nie tylko Zdzisława, ojca rodziny, malarza, twórcy. To także kinematograficzne ukazanie osoby jego syna, Tomasza, redaktora Polskiego Radia i tłumacza filmowego. Ale to wciąż za mało do aspiracji do miana rodziny. Jak na całym świecie, za sukcesem potężnego mężczyzny stoi jeszcze potężniejsza kobieta. Tutaj, za Zdzisławem Beksińskim stoi jego żona, Zofia. Kobieta całym życiem oddana na ołtarzu macierzyńskiej i małżeńskiej miłości. Kobieta silna, a zarazem stonowana i trzymająca się na uboczu. Kobieta, która jest Opoką, na której opiera się ta chwiejna i specyficzna rodzina, ale zarazem patrząca jakby na to wszystko z boku. Kobieta, bez której dwie, wybitne, osoby upadły. Tyle tytułem wstępu, bo przecież nie chcę Wam opowiadać całego filmu.

Matuszyński to młody reżyser. Ten fakt może napawać obawą. Mnie osobiście zaintrygowało czy to, co zobaczę, stanie się zbezczeszczeniem legendy? Spaleniem na stosie dwóch, ikonicznych dla mnie osób, czy może czymś wybitnym, niewiarygodnym, dumnym, pięknym i głębokim. Tylko takie dwie możliwości miał reżyser chwytając ten temat. Bo Beksińskich można albo przerysować i zdemonizować, albo przerysować i ośmieszyć, albo zrozumieć i ukazać po ludzku. To ostatnie na szczęście udało się. Młody autor zrozumiał, iż życie rodzinny to nie tylko żałobna czerń, ale także paleta różnych innych barw. Doskonale wiemy, jakim zjawiskiem jest śmiech przez łzy. Takie doznania funduje nam Matuszyński. Scena, w której Beksiński senior przykłada lusterko do ust swojej matki, by sprawdzić czy ta jeszcze żyje, może wywoływać parsknięcie śmiechu. Mimo, iż niestosowne- to jednak podświadome. Komiczny wymiar nabiera również mania cyfrowego rejestrowania wszystkich zdarzeń, która stała się udziałem malarza. No właśnie… Natręctwa Mistrza. Andrzej Seweryn wcielił się w rolę Zdzisława Beksińskiego bezbłędnie. Przeciwwagą dla niemal karykaturalnego przerysowania niektórych aspektów postaci, takich jak na przykład wtrącenia “proszę ja Ciebie” czy “Panie kolego” jest skupienie, powaga i zamyślenie widoczne na twarzy głównego bohatera. Na zwrócenie uwagi zasługuje również gra Dawida Ogrodnika, znanego m.in. z takich produkcji jak “Jestem Bogiem”.  Gra pełna irytującego przerysowania paroksyzmów i natręctw Tomka Beksińskiego. Wszyscy jesteśmy Beksińskimi. Tymi Beksińskimi, z ich traumami, ich wybuchami, ich awanturami, ich sielanką, ich troską. W pierwszej scenie filmu pada piękne zdanie : “Rodzina to grupa ludzi, którzy tak samo jak się kochają, jak i się nienawidzą”. Myślę, że coś w tym jest. “Ostatnia Rodzina” tak naprawdę pokazuje prawie każdą rodzinę. Rozmawiając po seansie z kilkoma osobami doszliśmy do wniosku, iż czasami mieliśmy wrażenie, że nie oglądamy filmu o wybitnych i specyficznych jednostkach, a nagrania z naszego archiwum rodzinnego. Beksińscy w kółko jeżdżą windą, kłócą się, godzą, jedzą rodzinne obiady, a dopiero pomiędzy tym wszystkim są Mistrzem Zdzisławem i Redaktorem Tomaszem. Beksińscy pokazani są najpierw jako rodzina. A dopiero później jako malarz i radiowiec. No właśnie! Ale przecież nikt nie nakręciłby filmu o szarej codzienności polskiej rodziny z blokowiska u schyłku XX wieku! Film wyjaśnia wiele wątków z życia twórcy. Pokazuje okresy jego twórczości, a także wyjaśnia “od kuchni” co Zdzisław myślał o swoich obrazach i nie tylko.

“Ostatnia Rodzina” przypomina twórczość Beksińskiego. Jest sugestywna. Ale tak jest na pierwszy rzut oka. Faktycznie pozostawia również wiele niedopowiedzeń. Zupełnie jak obrazy Mistrza. Na przykład nigdy w filmie nie pojawia się wyjaśnienie, co Tomek nagrał na kasecie do ojca, którą ten później spalił. Albo co było przyczyną śmierci jednego z bohaterów. Śmierć. Cały film jest na wskroś przesiąknięty śmiercią. Takie było życie Beksińskich. Przypomina to antyczny motyw Fatum. Myślę, że w tym miejscu postawię kropkę. Rozwijając ten wątek mógłbym Was narazić na spoilery. “…Rodzina” to film, który niewątpliwie powinien obejrzeć każdy, a ja nie wybaczyłbym sobie, gdybym komukolwiek odebrał szansę przeżywania tego dzieła po raz pierwszy.

Tomasz Beksiński, radiowiec, tłumacz filmowy a także bardzo specyficzna osoba. Dotknięty perfidnym marazmem i poczuciem marności wszystkiego. Zwątpił, jak my wszyscy.  Poznał smak nieszczęśliwej miłości, jak my wszyscy. A także jak my wszyscy postanowił się zbuntować. Na drzwiach sypialni wisi jego klepsydra, a na ścianach plakaty filmowe i zespołów muzycznych (w tym mojego uwielbionego Closterkeller, ale to nie ten temat, więc daruję wam zbędne dywagacje). Tomek nie może się odnaleźć w świecie, a także nie może odnaleźć własnego Ja. Ucieczkę znajduje w muzyce, chyba dlatego trochę identyfikuję się z jego osobą.

Muzyka. Tomek był redaktorem muzycznym w Programie Trzecim Polskiego Radia. Z tego powodu byłem zaintrygowany warstwą muzyczną tego filmu, zastanawiałem się czy podoła czy będzie kompletnie nietrafioną jak to czasem w polskich produkcjach bywa. To, co usłyszałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Muzyka doskonale pokazywała kontrast między ojcem a synem. Między Zdzisławem, słuchającym ciemnej, klimatycznej, instrumentalnej muzyki, a Tomaszem, który umiłował rock i nowoczesne brzemienia. W zwiastunie film jest reprezentowany przez utwór “Night in white satin”, który mimo, że jest już stary, dla mnie dzięki temu dziełu uzyskał drugie życie.

Na osobny wątek zasługuje tu również scenografia, która moim zdaniem została stworzona z niezwykłą, niemal misterną dbałością o szczegóły. Od obrazów Zdzisława Beksińskiego, przez plakaty  Tomka, pojawiające się dokładnie w latach wydawania kolejnych płyt, po reklamówki czy etykiety, które są dokładnie takie jak w latach ’70, ’80 czy nawet w roku 2005 kiedy zamyka się akcja filmu.

Osobiście wyszedłem z kina w stanie czegoś w rodzaju kaca moralnego. Film jest ciężki, daje do myślenia, ale mimo to mnie porwał i do mnie dotarł. Bardzo poruszający. “Ostatnia rodzina” jest nazywana przełomem, na który czekała polska kinematografia, moim zdaniem zasłużenie.

“Wszystkie szczęśliwe rodziny są takie same, natomiast każda nieszczęśliwa jest nieszczęśliwa na swój sposób”  Moim zdaniem, “Ostatnia Rodzina” traktuje właśnie o tym.