Rowerami do średniowiecza

Żeby tam dotrzeć 16 września klasa 2E z wychowawcą Eweliną Zwolińską, prof. Luizą Morcinek i prof. Wojciechem Dziedzielą potrzebowali ok. dwóch godzin lekcyjnych. Nie lada wyczyn , bo wszystko na to wskazuje, że była to wyprawa historyczna z tej racji, że to pierwsza , klasowa, wycieczka rowerowa.

Pokonana trasa zostanie tajemnicą, bo nie zawsze było jasne, kto prowadzi. A i cel był mglisty, bo takie są mroki średniowiecza. Zanim dosłownie zaryglowaliśmy się w Wieży Książęcej, w samo południe dotarliśmy na Perłę Zachodu. Stamtąd już blisko do celu, lecz niestety, mimo że mieliśmy kaski, nasi opiekunowie nie pozwolili rozwinąć przyzwoitej prędkości. No, prawie wszyscy mieli je, bo niektórzy nałożyli żel i im już kaski nie były potrzebne. To samo było w przypadku tych, którzy się natapirowali ( bardzo zresztą słusznie).
Zapora wodna, mimo starań Pani Prof., nie wzbudziła sensacji. Zatrzymaliśmy się przy niej dopiero wtedy, gdy padła propozycja pokonania jej na kajakach. To też byłby wyczyn historyczny….
Wisienką na torcie okazała się jednak Wieża Książęca w Siedlęcinie. Tam udało się powtórzyć nieco już przykurzone wiadomości o memento mori, idei: Ad maiorem Dei gloriam, hagiografii, ascezie, legendach Arturiańskich. Zajrzeliśmy do piwnicy, wsadziliśmy głowę w komin, skorzystaliśmy z książęcej toalety…, poklepaliśmy grube, bo 2-metrowe mury, dostaliśmy dawkę sprzecznych informacji na temat wzrostu ludzi średniowiecza i okazało się….. że znowu trzeba pozować do zdjęcia. To naprawdę była przesada. Po co komu tyle zdjęć? Żeby chociaż był na fejsie….
No, a potem to wiadomo, wracaliśmy, stosując się do zasad, które na początku wyprawy przekazał nam nasz opiekun prof. WD. Okazały się słuszne, bo wszyscy cali i zdrowi, (jeśli nie liczyć tych potwornych zakwasów następnego dnia) wróciliśmy do domu.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowanie tej wycieczki i będziemy prosić o więcej…